Nawigacja mobilna menu

Sylwia Kanicka – 1980, zamieszkała w Rudnikach, na skraju województwa opolskiego. Absolwentka kilku różnych uczelni wyższych na kierunkach humanistycznych. Autorka dwóch zbiorów wierszy: „Bez twarzy” (Miniatura, Kraków2016) oraz „Tańczące morały” (Miniatura, Kraków 2019). Publikowała w: „Antologii Poetów Polskich 2017” i kilku antologiach wydawanych przez serwisy internetowe oraz w czasopismach: m.in. „Rzeczpospolita Kulturalna” (2005), „Projektor – kielecki magazyn kulturalny”, „BezKres” „Wytrych”, „Ypsilon”, „HELIKOPTER”, „AKANT”. Redaktorka portalu Współczesna Polska Poezja (FB). Recenzentka. Redaktor Antologii „Od wschodu do Zachodu” Roberta Tondery, promującego twórczość artystów, która ujrzy światło dzienne w sierpniu 2021 W wolnej chwili fotograf.

1. Codzienność

Codziennie z kobiety staje się facetem
i bliżej jej do pijącego ojca
niż gotującej matki,
a na blacie kuchennego stołu
niekoniecznie zagniata ciasto,
choć rośnie szybciej
niż na świeżych drożdżach,
zaś do zlewu wstawia
wcale nie brudne naczynia
a jedynie szklanki po wspólnej whisky.

Zawsze uśmiechnięta i pewna siebie
zostawia w korytarzu kapcie
w łazience szczoteczkę do zębów
i wychodzi udając,
że to czysta formalność nieformalna,
zaś na przekór spojrzeniom sąsiadów
powie szybkie dzień dobry
i zbiegnie ze spuszczoną głową,
a gdy znów zareaguje na dźwięk telefonu
zmieni tylko makijaż, by stać się kobietą.

Ktoś w tym związku
w końcu nosi spodnie,
niekoniecznie uszyte na miarę.

2. rutyna

trochę z deszczu pod rynnę jak to mówią
bo lubi włosy deszczówką spłukane
dające poczucie wolności bez ograniczeń
i pachnące zmytymi czarnymi myślami
niedawno susza sprawiała że były sianem
jego zapach dusił i zachwycał jednocześnie
gdy leżeli nadzy w zwiędłych stokrotkach
udając że wyglądają jak żywi na łące.

spłynęło znieczulenie na krzywdy wzajemne
których było w nadmiarze gdy brakło chęci
rozmowy toczonej przez drzwi i za drzwiami
jeszcze dźwięk telefonu przerywał milczenie
głuchą ciszę pomiędzy wczoraj a jutrem
na własne życzenie rzucone wraz z monetą
do starej fontanny na piwo dla potrzeby
tych którzy nocami nie śpią łowiąc cudze sny.

3. Niepoprawnie zakazane chwile

Niedopałki. Czasami tyle zostaje, gdy chce się więcej. Nie smakują
sny, którymi przyszło się cieszyć na chwilę. Myślisz, że nie czuję,
nie mam taktu. A ja staram się nie zwariować, gdy wariuję. Mam dni,
których nie ma i kilka dreszczy na nagim ciele pod gorącą pieszczotą.

Upijam się smutkiem albo na smutno. Niech myślą co chcą Ci, którzy
nie znają przyczyn. Zdawkowe kilka słów ma wystarczyć. Zastąpić
pustkę w butelce po piwie. To mam na wyciągnięcie ręki każdego
wieczoru. I szaloną myśl, że na innej skórze tańczą rozgrzane ręce.

Zaspakajam siebie zapachem. Sweter nie prany, by dłużej otulał cicho
zwątpienie. Migawki przeszywane szybkim oddechem. Za mgłą oczy.
Minuty zmieniają się w godziny. Czekam, jak na spóźniony pociąg,
a on zmienił tor dążenia do celu. Niepotrzebny w kieszeni stary bilet.

Mam obraz pod zamkniętymi powiekami. Ten niedostępny codziennym
spojrzeniom. I szept, który chce krzyczeć rozrywając ciszę. Nie płaczę,
choć palą oczy. Wiem, zawsze jestem na wyciągnięcie ręki, jak drzazga,
która wbiła się bez zapowiedzi. Każdy kolec wyciąga się szybko.